2 grudnia 2019

Porządki. Myśli. Stałość. Stabilność


Dużo uczę się ostatnio o porządku.
O porządku myśli, dnia codziennego, i zauważam jak jedno z drugim ma wiele wspólnego.

Widzę jak pewna stałość, pewna (przyjemna) rutyna codziennych czynności, pewien stały schemat i uporządkowanie, pozytywnie wpływa na mój dobrostan psychiczny i fizyczny. Na odczuwany spokój, poczucie bezpieczeństwa.

Dawniej o schemacie dnia w moim życiu nie było totalnie mowy. Wszystko robiłam "na czuja", "intuicyjnie". Ciężko było mi zaplanować następną godzinę, albo nawet kilkanaście minut. Wszystko było niepewne, nieprzewidywalne. Teraz tą przewidywalność bardzo sobie cenię i widzę, jak w wielu obszarach jest dla mnie ważna. I nie ma ona w ogóle związku z nudą.

Jest bezpieczna, przyjazna i zapewnia pewne ważne uczucie stałości w życiu. To taki punkt odniesienia, do którego zawsze mogę wrócić.

Podobna rzecz ma się z porządkami w umyśle. Chaos własnych myśli nie raz zapędził mnie w kozi róg. Brak uważności na własne myśli, automatyczne reakcje emocjonalne i totalny brak krytycyzmu, wobec tego co widzę/myślę/czuję , nie raz dawały fałszywy obraz rzeczywistości, na czym cierpiałam nie tylko ja, ale i otoczenie.

I choć uczę się tego od lat, to czasami łatwo przychodzi mi zapomnienie tego, by nie wierzyć w prawdziwość każdej swojej myśli i żeby od czasu do czasu poddawać je wątpliwości. Prawd na świecie jest wiele, tak samo wiele prawd potrafi wytworzyć nasz umysł. W zależności od sytuacji, nastroju czy doświadczenia budujemy sobie pewien obraz rzeczywistości. Nie zawsze jest on zgodny ze stanem faktycznym, za to zawsze jest zgodny z Twoim stanem w danej chwili.

Wyzwaniem jest wzięcie na siebie odpowiedzialności własnych myśli i generowanych przez nie zachowań. Być może moje reakcje nie zawsze są adekwatne do sytuacji, tym bardziej jeśli powodują cierpienie moje lub innych, a następnie poczucie winy, zamartwianie i żałowanie podjętych kroków.

Każdy z nas ma wbudowane w siebie pewne schematy, nawyki, automatyczne reakcje myślowe. Jeśli uważasz, że Twoje powodują któreś z powyższych reakcji, warto podać do siebie rękę i nad nimi popracować.

Podsumowując - nauczyć się poprawnie i mądrze korzystać z umysłu jest rzeczą ciężka, ale  zdecydowanie wartą i ważne by ją ćwiczyć :D

5 listopada 2019

Dobrze jest (dobrze) umieć się nudzić

Ostatnio coraz lepiej czuję się z nudą.
Serio.
Sama ją nawet do siebie zapraszam, co ostatnimi laty prawie w ogóle nie miało miejsca.
Zawsze lubiłam być czymś zajęta, czy nawet uginać się od nadmiaru stresu narzucanych na siebie obowiązków.

Czego się uczę, to tego, że z nudą trzeba umieć się obchodzić.
Tak samo jak każde uczucie, stan czy emocja, może być ona użytecznym narzędziem, które wykorzystamy w dobry i konstruktywny dla nas sposób, lub stać się czynnikiem, który przez własną nieuwagę i nieumiejętność obchodzenia się z nim, stanie się czymś, co będzie mogło nam zrobić krzywdę.

Co ciekawe, badania mówią, że istnieje kilka rodzajów nudy. 

Obraz PublicDomainPictures z Pixabay 
Jest nuda obojętna, która ze wszystkich "nud" jest najbardziej pożyteczna. W trakcie jej trwania nie odczuwamy negatywnych emocji, a bardziej spokój i błogość. Jest ona najbardziej pomocna i wygodna, bo to ona najczęściej prowadzi nas do kreatywnych rozwiązań i nowych pomysłów.

Kolejna nuda to nuda badawcza, która nie należy do najprzyjemniej doświadczanych nud, często bowiem wiąże się z lekkim zdenerwowaniem i negatywnymi emocjami. Jej zaletą jest to, że aby jej przeciwdziałać często szukamy sposobów, które mogłyby nas z niej wyprowadzić - np. robimy porządki w szafie, sprzątamy łazienkę, wychodzimy z psem na spacer.

Nuda regulacyjna oznacza nieprzyjemny dla nas stan, z którym w zasadzie nic nie robimy, licząc na to, że sam przeminie.

Nuda apatyczna jest jedną z nud najtrudniej odczuwalnych. Jej cechy to uczucie bezsilności, przygnębienie i brak energii. Może być mylona trochę z depresją.

Jest jeszcze jedna nuda, która jest dla nas najbardziej destrukcyjna, tj. substrat reakcji. Jej nazwa nawiązuje do reakcji chemicznych i wyjaśnia ją jako nudę, która cechuje się wysokim poziomem negatywnych emocji i pobudzenia psychofizycznego. Jej efektem może być wysoki poziom lęku, niepokoju, rozdrażnienia, albo rozwój uzależnień lub zachowań agresywnych i autoagresywnych.

Jak widać nuda ma wiele wcieleń. W zależności od rodzaju, może stać się naszym pomocnikiem i działać na naszą korzyść, a innym razem może obrócić się przeciwko nam, jeśli za dobrze się z nią nie poznamy.

Zdecydowanie wolę ten pierwszy typ nudy, jednak przy większych trudnościach odczuwanych w trakcie jej obecności, warto rozłożyć sobie ten stan na czynniki pierwsze, np.

- W jakich zazwyczaj okolicznościach zdarza mi się nudzić.
- Co ten stan u mnie powoduje (myśli, emocje, odczucia z ciała)
- Co takiego dzieje się, że znudzenie mija.

Może uda Wam się rozpoznać, który rodzaj nudy gości u Was najczęściej. Warto je poznać, by umieć się z nimi obchodzić i pomyśleć, co można byłoby zrobić, by dany typ nudy stał się dla nas bardziej znośny ;)

Dobrze jest (dobrze) umieć się nudzić.

3 listopada 2019

Umieć posiadać własne granice

Ostatnio mam małą przerwę. Przerwę na tzw. wietrzenie głowy, zresztą bardzo mi potrzebną i powinnam fundować ją sobie zdecydowanie częściej.

Obraz Susann Mielke z Pixabay 
W moim życiu jakiś czas temu na tapecie pojawił się temat tzw. granic osobistych. Temat wydaje się być całkiem lekki i przyjemny, jednak gdy bliżej się jemu przyjrzymy, zobaczymy że wyznaczanie granic wcale nie jest takie łatwe i że wymaga pewnego rodzaju wewnętrznej odwagi, chęci zmiany i małej motywacji. Nie ma też niczego wspólnego z arogancją wobec ludzi, budowaniem murów czy niedopuszczaniem nikogo do siebie, o czym zaraz się przekonacie.

W moim życiu granice były (i pewnie są nadal) zdecydowanie bardzo często naruszane. A nawet nadużywane. Co ciekawe, na mojej drodze w tym czasie stawały osoby, których granice były tak samo naruszone i przepuszczalne jak moje. Dopiero na bazie doświadczeń, których skutkiem ubocznym stał się ból, pustka, a przede wszystkim złość (złość to bardzo często emocja zmiany, która uruchomia za sobą odpowiednie mechanizmy odpowiadające właśnie za zmianę i chęć zrozumienia niektórych rzeczy) zauważyłam że po coś te osoby się w tym moim życiu znalazły. A były po to, żebym sama w końcu przyswoiła lekcję o granicach, które powinny być tak naprawdę pewnym fundamentem nas, który ma nam pomagać, chronić, być naszą ostoją bezpieczeństwa, a pewnych sytuacjach być także bodźcem do zmiany, który sygnalizuje nasze własne potrzeby.

Lekcją, którą ostatnio pobieram to nie angażować się w życie innych. To się też wydaje bardzo łatwe, a jest ciężkie jak chole*. Urodzeni empaci to zrozumieją. No bo jak to. Przecież ta osoba, która zwraca się do mnie o pomoc i mówi mi o swoim problemie, to przecież ja muszę jej pomóc. A angażując się w coś całym sercem i ciałem, tylko tak będę mogła realnie to zrobić.

No nie. Jeśli takie myśli przychodzą Ci do głowy, to najkorzystniejszym krokiem dla obu stron będzie zrobienie kilku kroków wstecz. Taką postawą robisz krzywdę nie tylko sobie, ale i tej osobie. Będąc nadmiernie zaangażowanym utrwalasz w tej osobie niesamodzielną postawę i brak władzy wobec jej własnego problemu oraz życia. Pokazujesz jej, że to czynniki zewnętrzne i inni ludzie mają decydujący wpływ na jej daną, trudną sytuację.

Możesz pomóc, ale nie wkładaj w to całego siebie. Branie na siebie odpowiedzialności czyjegoś życia (no chyba że to własne kilkuletnie dziecko) to ogromny ciężar! Twoje własne jest już wystarczająco trudne i czasami może kłopotliwe, a co dopiero dźwigać takie dwa życia (a nawet kilka) na swoich plecach. Przecież to realnie niemożliwe i człowiek prędzej, czy później się tym przeciąży.

19 października 2019

Anoreksja w czasie ciąży

Anoreksja w trakcie ciąży.

Choć sama anoreksja jest chorobą, którą raczej większość osób kojarzy, wie na czym polega i z czym się wiąże, pregoreksja czyli anoreksja w trakcie trwania ciąży, jest zjawiskiem o którym wiemy raczej niewiele. Niewiedza w tym temacie ma swoje uzasadnienie, bo pregoreksja jest terminem całkiem nowym, o którym usłyszano po raz pierwszy w 2008 roku. Dla porównania termin słowa anorexia nervosa zaczął funkcjonować w środowisku medycznym niecałe 150 lat temu, a pierwsze opisy przypadków kobiet chorujących na to schorzenie odnotowano już w średniowieczu.

Pregoreksja jest zjawiskiem dosyć ciekawym, być może z tego względu, że takie zjawisko w przyrodzie wydaje się w ogóle nie ma prawa istnieć. Przecież ciąża kojarzy nam się głównie z czasem, kiedy kobieta szczególnie o siebie dba, traktuje się dobrze i słucha swojego ciała z którego za niedługo zrodzić ma się mała istota.

A jednak anoreksja ciążowa istnieje. I choć sam temat może jeszcze nie jest dziś aż tak bardzo przebadany, to jednak istnieją pracę naukowe, które potwierdzają występowanie tego zjawiska. Być może jeszcze nie jako odrębnej jednostki chorobowej, ale może termin ten za jakiś czas też doczeka się swojego miejsca w podręcznikach diagnostycznych.

W 2013 roku w Stanach Zjednoczonych odbyło się badanie, do którego zaproszono 700 kobiet w ciąży. Za pomocą przygotowanych kwestionariuszy, naukowcy chcieli sprawdzić u nich występowanie objawów zaburzeń odżywiania i obaw związanych ze zwiększeniem masy ciała w ciąży.

  • 23 procent kobiet zdeklarowało lęk przed przyrostem masy ciała oraz przed zmianą wyglądu fizycznego
  • prawie 8 procent rozpoznano objawy zaburzeń odżywiania (w tym u 0,5 procent  objawy anoreksji). 

Podobne badanie dokonano w Polsce, na trochę mniejszej grupie, bo liczącej 45 kobiet. Tu wyniki są trochę bardziej wstrząsające, bo 38 procent z nich (czyli 17 osób) zdeklarowało, że odchudzało się w trakcie ciąży.

Ale wszystko ma swoje przyczyny. Ciało kobiety w trakcie ciąży przechodzi ogromne zmiany, z którymi niestety nie zawsze z nas może sobie poradzić. Zmieniają się rysy twarzy, biodra i piersi stają się większe, bardziej zaokrąglone, a brzuszek rośnie w zaskakującym tempie. Dla niektórych może być to piękne zjawisko, a nawet pewnego rodzaju błogosławieństwo, bo przecież w moim ciele rośnie drugie życie, które zaraz sama własnym pokarmem będę mogła wykarmić, a dla jeszcze innych stan ten wiąże się z ogromnym lękiem, narastającymi obawami i nieakceptacją własnego ciała i zmieniającego się wyglądu.

Zdjęcie na potrzeby tekstu. Znajduje się na nim Carolina Patrocinio- fitnesska, która taką sylwetkę prezentowała w 38 tygodniu ciąży. O większych problemach u tej kobiety nie wiem nic, zdjęcie miało posłużyć jako przykład.

Warto spojrzeć na to,jak na przestrzeni lat zmienił się wizerunek kobiety ciężarnej. Ogromny wpływ mają na to media społecznościowe i środowisko, które w pewien sposób narzuca kobietom presję posiadania idealnej, smukłej sylwetki. Codziennie jesteśmy bombardowani zdjęciami kobiet już nie tylko zajmujących się zawodowo fitnessem czy sportami sylwetkowymi, ale coraz częściej napływają do nas zdjęcia świeżo upieczonych mam, które zaraz po urodzeniu dziecka i wyjściu ze szpitala mogą pochwalić znów się płaskim brzuchem i świetną kondycją.

W ten sposób wiele kobiet narzuca sobie pewne wymagania dotyczące tego, jak ich ciało powinno wyglądać nie tylko zaraz po ciąży - ale również przed ciąża i w trakcie ciąży. Jednym z pierwszoplanowych problemów dla ciężarnych z zaburzeniami odżywiania jest wzrost masy ciała. Mimo, że dla części tych kobiet większa waga w okresie ciąży jest bardziej akceptowalna niż kiedykolwiek wcześniej, wiele z nich bardzo krytycznie podchodzi do zmian w sylwetce, poszukując metod powodujących spowolnienie tych zmian.

Zdarza się, że sporo kobiet bezpośrednio przed zajściem w ciąże stosuje diety odchudzające, które mają umożliwić im zrzucenie kilku kilogramów, tak aby ta różnica pomiędzy wagą startową a wagą osiągniętą w trakcie ciąży, nie była aż taka wielka. Skutki tego "zabiegu" mogą być różne. W badaniach okazało się, że odchudzanie się bezpośrednio przed zajściem w ciążę sprzyja nadmiernemu przyrostowi masy ciała w trakcie ciąży, co wynika prawdopodobnie z tego, że w trakcie trwania diet redukcyjnych upośledzeniu ulegają hormony odpowiadające za uczucie głodu i sytości.

Jednak szczególnie niebezpieczne może być stosowanie restrykcji kalorycznych w trakcie trwania tych 9 miesięcy. Wiąże się ono bowiem z niedoborem wielu mikroskładników zwiększających ryzyko wad cewy nerwowej u płodu i konsekwencji takich jak: zwiększone ryzyko poronienia, niska masa urodzeniowa dziecka, wcześniactwo, małogłowie, niedotlenienie, odklejenie się łożyska, zaburzenia rozwoju psychicznego i fizycznego (które można zauważyć nawet po latach). U matki natomiast mogą wystąpić problemy z niedokrwistością, nadciśnieniem, osteoporozą, depresją poporodową czy wypadaniem włosów.

Pregoreksja nie dotyczy tylko kobiet, które w ciąży są po raz pierwszy. Mogą to być również doświadczone kobiety, matki kilkorga dzieci, które w poprzednich ciążach przytyły zbyt wiele i dla których sporym problemem po porodzie był powrót do starej wagi. W obawie przed powtórzeniem sytuacji w kolejną ciąże wchodzą z idealnie ułożonym planem i wypracowanymi schematami, które mają uchronić je od nadmiernego przyrostu masy ciała. Tymi zachowaniami może być obsesyjne przestrzeganie ilości zjadanych kalorii, restrykcje żywieniowe co do konkretnych grup produktów, stosowanie środków przeczyszczających lub moczopędnych, uprawianie intensywnego wysiłku fizycznego, prowokowanie wymiotów, nadmierne kontrolowanie swojej wagi.

W grupie ryzyko anoreksji ciążowej są też dziewczęta, które w przeszłości miały problem z zaburzeniami jedzenia. Znaczna część kobiet chorych na anoreksję w przeszłości chętnie sięga po papierosy w okresie ciąży, oczekując w ten sposób zmniejszenie apetytu i kontroli masy ciała. Są też przypadki kobiet, którym udaje się zajść w ciąże w trakcie trwania anoreksji. Zdarza się też, że czas ciąży dla kobiet z zaburzeniami odżywiania może stać się okresem polepszenia skuteczności terapii zdrowienia, czego powodem jest obawa przyszłych matek o zdrowie ich dziecka.

Zaskakujące są badania naukowe, które mówią nam o tym, że zaburzenia odżywiania mogą mieć wpływ na płeć dziecka. U kobiet z anoreksją i bulimią stwierdza się mniejszy odsetek noworodków płci męskiej, co naukowcy tłumaczą możliwą preferencją łączenia się komórek jajowych z plemnikami rodzaju żeńskiego lub też zwiększonej podatności zarodków męskich na niedobory żywieniowe, czego wynikiem może być ich obumieranie.

Praca nad tym problemem wymaga zdecydowanie zaangażowania kilku specjalistów, ale przede wszystkim samej pacjentki, nie tylko będącej już w ciąży, ale również planującej, która na podstawie własnej historii życia, choroby i predyspozycji osobowościowych, może podejrzewać u siebie pojawienie się pregoreksji. W myśl głównej zasady profilaktyki, że lepiej zapobiegać niż leczyć.

10 października 2019

Nie bój się robaka

https://pl.freepik.com/darmowe-zdjecie/dzdzownice-w-misce-obok-paleczek-z-bliska_5007087.htm

Robaki jako dodatek do żywności.

Słyszeliście o czymś takim? Kilka dni temu zadałam to pytanie na moim drugim profilu, gdzie zdecydowanie większa ilość osób w ankiecie odpowiedziała, że nie spotkała się z czymś takim.

Pytanie - dlaczego wciąż niezbyt wystarczająco mówi się o jedzeniu owadów, mimo że od lat w wielu kulturach ich przyrządzanie i jedzenie jest czymś zupełnie normalnym i naturalnym, gdzie insekty często traktowane są nawet jako super przysmak, a u nas wciąż zjedzenie robaka czy czegoś czego jest on składnikiem, budzi szok i obrzydzenie.

O ich dobroczynnych właściwościach i wpływie na ludzki organizm wiemy też raczej niewiele. Jednak z roku na rok grono zwolenników owadziego jedzenia się powiększa. Ba! Na rynku pojawiają się firmy, które wychodzą do klienta ze swoimi produktami i chcąc zatuszować ten psychologiczny aspekt obrzydzenia jedzenia insektów, tworzą specjalne musli z ich dodatkiem albo nawet batony proteinowe, którego bazą jest właśnie owadzie białko.

Chociaż jak na ironie, insekty obecne są w przemyśle spożywczym od lat. Przykładem jest popularny czerwony barwnik zwany koszeliną (E120), pozyskiwany z wysuszonych i zmielonych owadów, który wykorzystywany jest przy produkcji napojów, przecierów owocowych albo w znanych i lubianych owocowych cukierkach Skittels.

Ale co takiego mają w sobie te robaki, wzbudzając tak duże zainteresowanie wśród naukowców, którzy zapowiadają, że w najbliższej przyszłości mogą stać się one jednym z ważnych (czy nawet ważniejszych) składników naszej diety i przedstawiają je jako ratunek dla ludzkości. Albo i całego świata.

Warto się im przyjrzeć przynajmniej z kilku względów. Na pierwszy plan wysuwa się aspekt zdrowotny. 

Jak wiemy białko to podstawowy budulec naszego ciała. Przeważnie szukamy go w produktach mięsnych, rybach, nabiale czy jajkach, zapominając że rośliny (szczególnie te strączkowe) zawierają też całkiem pokaźną jego ilość. Ale jak się okazuje, jego doskonałym źródłem są także owady. Mogą się z niego składać nawet w 70% (w zależności od rodzaju owada).

Owady cechują się także niewielką ilością tłuszczu i węglowodanów oraz są źródłem wielu ważnych składników mineralnych - np. wapnia, żelaza czy cynku. Co ważne - zawierają istotną dla nas witaminę B12, o której w ostatnich latach bardzo dużo się mówi. Zaraz po witaminie D jest to jedna z ważniejszych witamin, którą warto (a nawet trzeba) suplementować przechodząc na dietę roślinną czy wegetariańską, ponieważ w tych dietach jej ilość jest raczej niewystarczająca i niezaspokajająca dziennego zapotrzebowania. Ale jak się okazuje, nawet u osób jedzących mięso, może występować jej niedobór.

Ale zaraz zaraz. Skoro brakuje mi tej witaminy, czy nie najprostszym rozwiązaniem jest prostu pójście do apteki i zaopatrzenie się w nią?

Na rynku znajdziemy dziś dziś całkiem sporo preparatów (w różnych formach), które według danych widocznych z tyłu opakowania, powinny nam zapewnić zalecane jej dzienne spożycie. Jednak jeśli się bliżej temu przyjrzymy i podliczymy pewne rzeczy, to roczny koszt dobrej jakości suplementacji B12 może okazać się dosyć drogi.

Jak się zaraz dowiemy, owady są jednym z tych gatunków zwierząt, których hodowla i utrzymanie wiąże się z bardzo niskimi (w porównaniu do innych zwierząt) kosztami i w których krwi znajdziemy bardzo dużą ilość tej witaminy.

23 września 2019

Instagram