30 lipca 2020

Poznanie siebie. Odpowiedzialność. Doświadczanie. Akceptacja


Dużo się ostatnio uczę o dojrzałości.

O braniu odpowiedzialności za siebie, o nieobarczaniu innych za własne uczucia, myśli, emocje.

Stawiam się do tego, co przez lata zamiatałam pod dywan.

I choć jest to bolesne, czuję że ma to większy sens i prowadzi mnie w dobrą stronę.

Uczę się akceptować to, czego nie lubię.

Nie katastrofizuję, staram się nie widzieć siebie i innych czarno-biało, gdy jestem pod wpływem emocji.

Integruję swoje części, daję im uwagę i zrozumienie.

Nie osądzam, nie szukam winnych, bo to do niczego nie prowadzi.

Nie karzę siebie.

Staram się okazywać szacunek, temu co czuję.

Nie przerzucam odpowiedzialności.

Nie proszę innych o uwagę. Daję ją sama sobie i włączam w to spokój.

Zajmuję się swoimi porzuconymi częściami.

Zachęcam je do badania i do sprawdzania.

Nie krytykuję, nie oceniam.

Wzbogacam swoje doświadczenie, ucząc się od innych i szanując ich drogę, tak samo jak własną, bo wiem że te drogi się przecinają.

Uczę się kochać, to co zaniedbane.


2 czerwca 2020

Ciało najlepszym przyjacielem.


"Możesz mi w końcu zaufać?" - powiedziało Ciało.
"Naprawdę nie chcę dla Ciebie źle". Często ten komunikat jest wysłany do nas przez lata.

Ciało chce uwagi, chce zostać wysłuchane.

A przede wszystkim chce Twojego zaufania.
Chce pokazać, że warto jest mu ufać i że serio, ono nigdy nie chciało zrobić Ci krzywdy.

Przez lata nim manipulujesz. Pragniesz zmieniać, kontrolować.

Wygląd, rozmiar ubrań, a nawet czyniki biochemiczne, takie jak głód czy sytość.

Zmuszasz do kolejnych restrykcji, diet, nadprogramowych treningów.

Katujesz je jak tylko możesz, chcąc pokazać kto "tu" rządzi.

Wkurzasz się, gdy ciało się buntuje. Gdy po kolejnym miesiącu głodówki, ma ono ochotę na pizze.

Krzyczysz na nie, że krzyżuje Ci wszystkie plany i włożone wysiłki. Czepiasz się o brak silnej woli i wystarczającej wytrwałości.

A ono chce Ci wówczas pomóc.

Chce Cię odratować, nim zagłodzisz się na śmierć.

Wszystko to jest DLA Ciebie. A nie przeciwko Tobie.

Ciało jest Twoim najlepszym przyjacielem i tylko czeka, aż odwrócisz się w jego stronę.

Jak na nie spojrzysz - z zachwytem i z intencją miłości.

Jak dostrzeżesz, ile dziennie rzeczy dla Ciebie robi. Jak zauważysz, jakim cudem to wszystko jest.

Ono kocha Cię najbardziej, jak tylko może. Bywa mu tylko przykro, że często jest to miłość bez wzajemności.
Bo kochasz je, lub lubisz w jakimś stopniu, przeważnie tylko wtedy, gdy jest ono "jakieś". 


"Jakieś" to znaczy takie, jakie Ty uznasz za ładne, odpowiednie, wartościowe i w dobrym rozmiarze. 

"Nie bój się. Ja jestem tu dla Ciebie i nigdy nie chciałem Ciebie skrzywdzić." 
Spróbuj dostrzec w nim trochę więcej.

13 maja 2020

Kontrakt ze sobą


23 stycznia zawarłam ze sobą pakt.
Że będę o siebie dbała.
Że będę patrzyła na swoje potrzeby .
Że będę siebie szanowała i zwracała uwagę na spokój w moim życiu.
Że będę uważna na informacje, które wpuszczam do siebie i w swoje życie. Że będę przesiewała przez sito każdą wiadomość, która wywoła we mnie negatywne emocje, niepokój i że będę z tym niepokojem też pracowała.
Lekcja, którą ostatnio nabyłam dotyczy akceptacji. Akceptacji śmierci i jej nieuchronności. A przede wszystkim lęku przed nią.
Nie wiem czy znacie to uczucie, gdy nagle jednego dnia dowiadujecie się o jakiejś informacji, która kompletnie zwala z was z nóg, przekreślając wszystkie marzenia, które mieliście na kilka lat do przodu.
Różne rzeczy się ze mną działy w ciągu ostatniego roku. Różne rzeczy słyszałam od lekarzy. W 2019 spędziłam łącznie 2 miesiące w szpitalu, w tym jeden raz z zagrożeniem życia.
Co mnie trzymało i tak naprawdę dalej trzyma przy życiu, to wiara. Wierzę, że mimo trudów, na końcu zawsze czeka nas coś dobrego. Z czego wyjdziemy bogatsi. Bardziej doświadczeni. Ubogaceni.
Wierzę, że każda sytuacja (z naszą pomocą lub nie) może się odmienić o 180 stopni.
I że mimo trudów, ja wyjdę z niej zwycięsko. Tyle razy doznałam tej łaski, że teraz już nawet nie chcę wątpić.
W grudniu 2019 usłyszałam "diagnozę" która mnie załamała. Byłam przerażona, ale nie chciałam dopuszczać do siebie żadnej myśli strachu.
Uruchomiłam za to szereg mechanizmów obronnych, które trzymały mnie przez ten czas w ryzach.
Szukałam pomocy, choć na tamten moment nawet sobie z tego nie zdawałam sprawy.
Pomogła mi modlitwa. Odmawiałam ją codziennie - czasami po 2, czasami po 3 h. Czułam po prostu, że to czas dla mnie.
Gdzie liczę się tylko Ja, bo cała reszta tak naprawdę jest niepewna. Wierzyłam, że może być inaczej. Że może się udać.
No i się udało. Po ponad miesiącu lekarze wycofali się z diagnozy, która mnie i moją rodzinę przybiła do muru.
To co miało zniknąć, zniknęło. Chwała Bogu. Tyle mogę powiedzieć.

11 maja 2020

Produktywność. Nawyki. Ustalenie własnego rytmu dnia

W pracy nad sobą odkrywam ostatnio fantastyczną rzecz jaką jest automonitoring.

Często w swoich działaniach, schematach myślowych czy sposobach doświadczania i wyrażania różnych emocji, zauważamy wiele złych nawyków, nad którymi chcielibyśmy popracować. Tak by lepiej, wygodniej i spokojniej nam się żyło.

Już samą świetną rzeczą jest to, że mamy taką refleksję. Widzimy pewne swoje reguły według, których działamy, co oznacza że odznaczamy się pewną autorefleksją. Jesteśmy dla siebie ważni.
Dla mnie jest to pierwszy sygnał miłości do siebie - dostrzeżenie.

Zauważyłam jednak, że dostrzeganie i zapisywanie różnych rzeczy tylko"w głowie" to jedno, ale  w momencie, gdy to o czym myślimy przelejemy na papier, wszystko nabiera zupełnie innego znaczenia i staje się po prostu mocniejsze.

Taka forma pomocy sprawdza się m.in. w sytuacjach, gdy chcemy uporządkować swoje myśli, uczucia, plany. Jest również dobrym pomysłem wtedy, gdy zastanawiamy się nad zmianą pewnych przyzwyczajeń.

Nawyki ma każdy z nas. Z założenia mają nas one wspierać i regulować pewne funkcje. Taki jest ich cel pierwotny, kiedy świadomie lub nieświadomie wprowadzamy pewne schematy w nasze życie.

Jednak niektóre nawyki, które sobie wytworzyliśmy, z czasem mogą być dla nas nieprzystosowawcze i nieść ze sobą ogromne koszty wtórne.


5 maja 2020

Zapychacze. Satysfakcja z posiłku. Kompulsywne jedzenie.


Wiele uczę się ostatnio na temat satysfakcji z posiłków.

Jak się okazuje to temat bardzo ważny i bardzo często brak satysfakcji ze zjedzonego posiłku, czy poczucia bycia najedzonym towarzyszy osobom ciągle odchudzającym się, czy chorującym na zaburzenia odżywiania.

Bo jeść można na kilka sposobów.

Można jeść normalnie. Czyli tak, jak dosyć mądrze żyjący, odpowiedzialny człowiek, który na co dzień zajmuje się własnymi sprawami, własnym życiem, własną pracą i życiem towarzyskim, dla którego jedzenie to tylko dodatek.

Lubi jeść. Lubi zjeść smacznie i dobrze. Lubi być usatysfakcjonowany i najedzony po posiłku, ale nie przywiązuje aż tak dużej uwagi do tego, czy jego obiad nie składa się przypadkiem ze zbyt dużej ilości węglowodanów czy tłuszczów, niewłaściwej proporcji makro, lub czy w składzie jego ulubionego chleba nie ma o jeden składnik za dużo.

Nie. Jego po prostu to nie interesuje. On po powrocie z pracy nie oburza się na żonę, że w rosole pływa za dużo oczek lub że panierka od schabowego jest za gruba. On marzy, żeby zjeść tylko ciepły posiłek, po którym poczuje satysfakcje i będzie najedzony na kilka godzin.

U osób z zaburzeniami odżywiania program ten często wygląda zupełnie odwrotnie.

25 marca 2020

Pozwalam sobie na "NIE WIEM"


Nie wiem.
Dwa słowa, dwie sylaby, a jaką mają moc.
Kilka dni temu pisałam o wiedzy i jak jej brak w niektórych dziedzinach może być dla nas niebezpieczny

Dziś chciałabym powiedzieć o nie-wiedzy, ale nie w sprawach ogólnych, społecznych, ale raczej w tych naszych, osobistych. Życiowych. Toczących się tu i teraz.
Co z niewiedzą dotycząca swojego życia.
Żyjemy w czasach, gdzie możliwości jest naprawdę dużo.
Często zmieniamy związki, kończymy pracę i zaczynamy nową. Jeśli uznamy w połowie studiów, że to jednak nie to, to je kończymy. I po problemie. Poszukujemy, tworzymy, sprawdzamy.
Cieszymy się, gdy znajdujemy rozwiązanie naszego problemu. Gdy znajdujemy jakiś trop sprawy, za którą chcemy podążać.
Ale co jeśli nie wiemy?
Nie wiemy, co z naszym życiem. Nie wiemy, czy żyjemy dobrze. Nie wiemy, jak zaplanować kolejne kroki.
Ba, ja nawet często nie wiem, co zrobię za minutę, dwie, czy godzinę.
Plątanina myśli bywa niefajna.
Jest przytłaczająca, niewygodna, budząca lęk i uczucie pomieszania.
Umysł ma to do siebie, że lubi mieć rozwiązanie. Szuka i szuka. Byle coś było.
I chwała mu też za to, bo nieraz pewnie w ten sposób pomógł nam wyjść z niejednej sytuacji.
Ale umysł, jak to umysł, bywa też zwodniczy.
Zna to pewnie każdy, kto chociaż raz próbował zahamować swoje rozbiegane myśli - czy to podczas medytacji, spaceru czy codziennych czynności.
Umysl nie lubi nie-wiedzieć (choć to, jak się okazuje, może być dla niego zbawienne).
Lubi koncentrować się na brakach. Że nadal w jakiejś sprawie brak mu idealnego rozwiązania.
Więc w pośpiechu czegoś szuka. Byle by było.
Doświadczyłam dziś sytuacji, gdzie milion myśli nagle się spiętrzyło. .
Zrobić tak, czy tak. A może tak. A może nie, bo... Więc zrobię tak, ale w sumie...
I się chwilę nad tym zatrzymałam.
Idąc za umysłem, próbowałam znaleźć doskonałe rozwiązanie dla męczącego mnie problemu.
Ale oczywiście go nie było.
Więc sobie pobyłam dalej z tym uczuciem, myśląc co byłoby najlepsze w tej sytuacji.
I dalej milion myśli, bo żadna nie dawała mi tego, czego potrzebowałam.
Usiadłam spokojnie. Wzięłam głęboki oddech i przyszło do mnie "NIE WIEM".
Spokojne, jak nigdy wcześniej.
"NIE WIEM". Po prostu nie wiem. I tyle.
Gdybym usłyszała to kilka lat temu, pewnie byłoby to moje stałe remedium na wszystkie myśli, które nieraz w chaosie mi się pojawiały 😅
Proste słowa. A jakie uwalniające.
Zna je przecież już prawie każdy dwulatek!
Pozwalam sobie, że NIE WIEM.
Nie wiem, i tyle.
Nie wiem, i nie biję się za to.
Słowa ukojenia dla duszy i pędzącego umysłu;)

Instagram